W pustyni i w puszczy, rozdział 34, str. 3

Staś po urządzeniu miny wcisnął ją w najgłębszą szparę, po czym zalepił całkowicie szparę gliną
tłumacz przysięgły warszawa zostawiając tylko mały otwór, przez który zwieszał się lont ukręcony z suchych włókien palmowych i potarty zmielonym prochem. Stanowcza chwila wreszcie nadeszła; Staś zapalił osobiście naprochowany sznurek, po czym pomknął, ile miał sił w nogach do drzewa, w którym poprzednio wszystkich pozamykał. Nel obawiała się, czy King nie zanadto się przestraszy,
lecz chłopiec uspokoił ją naprzód tym, że wybrał dzień, w którym
rano przeszła burza z grzmotami, a po wtóre, zapewnieniem, że
dzikie słonie słyszą nieraz huk piorunów, gdy żywioły niebieskie
rozpętają się nad dżunglą. Siedzieli jednak z bijącym sercem, licząc minutę za minutą. Straszliwy huk targnął wreszcie powietrzem tak, że potężny baobab zadrżał od góry aż do dołu, a resztki nie wyskrobanego próchna posypały się im na głowy. Staś wyskoczył w tej samej chwili z drzewa i omijając zakręty wąwozu pobiegł do przejścia. Skutki wybuchu okazały się nadzwyczajne.
Jedna połowa wapiennej skały rozsypała się w drobne szczątki, druga pękła na kilkanaście większych i mniejszych kawałów, które siła eksplozji porozrzucała na dość znacznej przestrzeni. Słoń był wolny. Uradowany chłopak poskoczył teraz na brzeg krawędzi, gdzie już zastał Nel wraz z Meą i Kalim. King przestraszył się jednak trochę i cofnąwszy się na sam brzeg wąwozu stał z podniesioną trąbą patrząc w stronę, w której rozległ się grzmot tak niezwykły. Lecz gdy Nel poczęła na niego wołać, przestał zaraz poruszać uszami, gdy zaś zeszła do niego przez otwarte już przejście, uspokoił się zupełnie. Więcej jednak od Kinga przeraziły się konie, z których dwa zbiegły w dżunglę, tak że Kali odnalazł je dopiero przed samym zachodem słońca. Tegoż dnia jeszcze Nel wyprowadziła Kinga „na świat”. Kolos
szedł za nią posłusznie jak mały piesek, a następnie wykąpał się w
rzece i sam pomyślał o swej wieczerzy, w ten mianowicie sposób, że
oparłszy głowę o duży sykomor złamał go jak wątłą trzcinę, a
następnie objadł starannie owoce i liście. Wrócił jednak wieczorem pod drzewo i wtykając co chwila swój sążnisty nos przez otwór, szukał Nel tak gorliwie i natrętnie, że w końcu Staś musiał mu dać porządnego klapsa po trąbie.

2008-10-24 10:17:30