W pustyni i w puszczy, rozdział 27, str. 4 |
188
Po czym obaj udali się do baobabu i zajęli się urządzaniem
mieszkania. Kali wyszukał nad rzeką płaski kamień wielkości dużego
sita tłumacz angielskiego i wstawiwszy go w pień nasypał nań rozżarzony węgiel, a następnie dosypywał coraz nowych, uważając tylko, by próchno wewnątrz pnia nie zajęło się i nie wywołało pożaru całego drzewa. Mówił, że czyni tu dlatego, żeby „nic nie ukąsić pana wielkiego i bibi”. Jakoż okazało się, że nie była to ostrożność zbyteczna, gdyż jak tylko czad wypełnił wnętrze drzewa i rozszedł się nawet na zewnątrz, z rozpadlin kory poczęły wypełzywać najrozmaitsze istoty: chrząszcze czarnej i wiśniowej barwy, wielkie jak śliwki włochate pająki, liszki pokryte jakby kolcami, na palec grube – i wstrętne, a zarazem jadowite skolopendry, których ukąszenie może nawet śmierć wywołać. A wobec tego, co się działo na zewnętrznej stronie pnia, łatwo się było domyślić, ile podobnych stworzeń musiało wyginąć od węglowego czadu wewnątrz. Te, które z kory i z niższych gałęzi spadały w trawę, Kali rozgniatał niemiłosiernie kamieniami, spoglądając przy tym wciąż na górną i na dolną dziuplę, jakby się obawiał, że lada chwila wyjrzy z której z nich jeszcze coś nowego. – Czego tak patrzysz? – zapytał Staś – czy myślisz, że drugi wąż może się ukrywać w drzewie? – Nie; Kali bać się Mzimu. – Cóż to jest Mzimu? – Zły duch. – Widziałeś kiedy w życiu Mzimu? – Nie, ale Kali słyszał okropny hałas, który Mzimu robi w chatach czarowników. – To jednak wasi czarownicy się go nie boją? – Czarownicy umieją go zakląć, a potem chodzą po chatach i mówią, że Mzimu się gniewa, więc Murzyni znoszą im banany, miód, pombę25, jaja i mięso, aby przebłagać Mzimu. Staś ruszył ramionami. – Widać dobrze być u was czarownikiem. Ale to może ten wąż był Mzimu? Kali potrząsnął głową: – W takim razie nie słoń by zabić Mzimu, ale Mzimu zabić słonia. Mzimu jest śmierć. Jakiś dziwny łoskot i szum wewnątrz drzewa przerwały mu nagle opowiadanie. Z dolnej dziupli buchnęła dziwna, ruda kurzawa, po czym rozległ się powtórnie jeszcze silniejszy niż poprzednio łoskot. Kali rzucił się w mgnieniu oka twarzą na ziemię i począł krzyczeć przeraźliwie: – Aka! Mzimu! Aka! aka! aka! Staś w pierwszej chwili cofnął się także, ale niebawem odzyskał zimną krew i gdy Nel z Meą nadbiegły, począł im tłumaczyć, co się stać mogło. – Prawdopodobnie – mówił – całe zwały próchna wewnątrz pnia rozszerzając się od gorąca runęły wreszcie na dół i zasypały węgle. |
| 2008-10-20 23:09:40 |
Inne artykuły :
- W pustyni i w puszczy, rozdział 8, str 4
- W pustyni i w puszczy, rozdział 16, str. 2
- W pustyni i w puszczy, rozdział 19, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 20, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 28, str. 6
- System wyrzutu gazów wydechowych
- UKŁAD KIEROWNICZY
- Prus Lalka, Tom 2 rozdział 7
- Prus Lalka, Tom 2 rozdział 20
- Architektura życia
- Kawalerka zawsze znajdzie najemcę
- Krasicki, Do króla
- Krasicki, Podróż
- Niskie ceny, znak firmowy Targówka