W pustyni i w puszczy, rozdział 14, str. 1

91 I rzeczywiście zgasła ostatnia nadzieja ucieczki w czasie podróży. Staś wiedział już teraz, że ani jego pomysły na nic się nie przydadzą, ani pogoń ich nie doścignie i że jeśli wytrzymają trudy drogi, to dojadą do Mahdiego i zostaną wydani w ręce Smaina. Jedynym pokrzepieniem była mu teraz tylko myśl, że zostali porwani dlatego, by Smain oddał ich za swe dzieci. Ale kiedy się to stanie i co ich przedtem może spotkać? Jak straszliwa czeka ich niedola wśród spitej krwią dzikiej hordy? Czy Nel wytrzyma te wszystkie trudy i niewygody – na to nikt nie mógł odpowiedzieć. Wiadomo było
natomiast, że Mahdi i jego derwisze nienawidzą chrześcijan i w ogóle
Europejczyków; więc w duszy chłopca zrodziła się obawa, czy
wpływ Smaina będzie dostateczny, by osłonił ich oboje przed
zniewagami, przed okrucieństwem i wściekłością wyznawców
Mahdiego, którzy mordowali nawet i wiernych rządowi mahometan?
Po raz pierwszy od chwili porwania ogarnęła Stasia głęboka rozpacz,
a jednocześnie i jakieś przesądne przypuszczenie, że prześladuje ich
zły los. Przecież sam pomysł porwania ich z Fajumu i zawiezienia ich
do Chartumu był po prostu szaleństwem, którego mogli dopuścić się
tylko tak
tłumacz hiszpański dzicy i głupi ludzie, jak Idrys i Gebhr, nie rozumiejący, że
muszą przebyć tysiące kilometrów krajem podległym rządowi
egipskiemu, a właściwie Anglikom. Na dobrą sprawę powinni być
schwytani na drugi dzień, a jednak wszystko składało się tak, że oto
są już niedaleko drugiej katarakty – i że nie doścignęły ich żadne
poprzednie pogonie, a ostatnia, która mogła ich zatrzymać, połączyła
się z nimi i będzie im odtąd pomocą.
Do rozpaczy Stasia, do jego
bojaźni o los małej Nel dołączyło się jeszcze uczucie upokorzenia, że
jednak nic nie potrafi poradzić i co więcej, nie zdoła już nic
wymyślić, albowiem choćby mu oddano teraz strzelbę i ładunki, nieby Smain oddał ich za swe dzieci. może przecież powystrzeliwać wszystkich Arabów składających karawanę.

2008-10-15 11:27:32